Skręcam kable. To straszna przypadłość. Wszystkie, wszędzie i całkowicie nieintencjonalnie. To tłumaczyłoby jednakowóż, czemu kręcą mi się włosy. Tak, w gruncie rzeczy moje niby proste włosy, szalenie się kręcą i pierwsza rzecz jaką powinnam mówić zaraz po przebudzeniu to "beeee" - jak baranek.
To jest mój pracowy telefon. I jego skręcony kabel. Jakbym się nie starała, to za każdym razem zapominam o tym skręconym kablu i odbierając gwałtownie przychodzącą rozmowę, równie gwałtownie słuchawka wypada mi z rąk. Gdyby telefon komórkowy miał kabel, też bym go oczywiscie w jakiś magiczny sposób skręciła.
To są moje słuchawki. Specjalnie, zamiast zwykłego gumowego kabla, kupiłam taki materiałowy. Niestety też się skręca. I mimo moich najszczerszych chęci, nie umiem zaprzestać tego procederu. Podobnie zresztą jest z szuszarką. Zdarzało się, że suszyłam włosy z głową przyciśniętą niemalże do kontaktu, bo skręcony kabel uniemożliwiał mi jakiekolwiek inne ruchy.
No więc przyznaje. Skręcam kable. Recydywistycznie skręcam. Mimo licznych uwag na ten temat, nie potrafię tego zmienić. Tak samo jak nadal bezczelnie oblizuje nóż.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz