Kiedy byłam dzieckiem, niewinność wprost kapała z każdego pora mojej azjatyckiej skóry...
Serce od zawsze było waleczne, a mym najlepszym kamratem był obecny na zdjęciu książę bez ręki. Razem z nim toczyłam wiele wyimaginowanych bitew o rękę pięknej księżniczki/księcia ( wtedy jeszcze nie wiedziałam o co tak naprawdę bój się toczy).
Wychowana w duchu patriotyzmu, od zawsze brałam udział we wszelkiej maści szkolnych akademiach, chwaląc Edwarda Gierka i jego następców....
Dla niewprawnego oka dodam, iż to cudne dziewczę z lewej to właśnie ja. Chłopiec po prawej to Kamil. Pamiętam go dobrze, gdyż z jego to właśnie powodu, rodzicielkę mą wzywano do przedszkola, celem wyjaśnienia tajemniczego śladu po ugryzieniu na ręce owego młodzieńca! ( już wtedy wyraźnie sygnalizowałam swoją przestrzeń osobistą).
Od lat szczenięcych lubiłam też dawać kwiaty. Wtedy jeszcze były to marne bukieciki, które dopiero z czasem przekształciły się w godne bukieciska wysyłane pocztą kwiatową Inter-flora do niespodziewających się owego gestu białogłów!
Już wtedy lubiłam się bawić modą. Oryginalne białe rajstopy łączyłam z soczystym granatem sukienki do pół uda. Nieśmiertelna wsuwka do włosów fantastycznie komponowała się ze świeżością bukiecika białych kwiatuszków.
Z czasem zaczęłam jednak nabierać złych manier. Wkroczyłam w trudny wiek dojrzewania, który wstrząsał mną niczym Zbąszynek Poliną Papierską i skłaniał do zachowań uznawanych za aspołeczne...
Spieszę poinformować, że dziewczynka z fryzurą na czeskiego piłkarza to nie ja, ale moja starsza siostra. Chociaż podobne do siebie, całkiem różnie odbieramy otaczającą nas świąteczną rzeczywistość!
Otrzymywane na gwiazdkę prezenty (przypomnę : G.J. Joe i różnej maści sprzęt do masowych morderstw) sprawiały, iż zamarzyłam być bohaterem swojego miasta. Jak pomyślałam - tak uczyniłam!
Nocami latałam po Powiślu i szukałam złoczyńców. Plany wyczyszczenia mojej okolicy ze wszelkiego zła i degręgolady niszczyła jednak moja rodzicielka, karząc mi iść spać po dobranocce ;/
Tak naprawdę w tym upatruje mój upadek moralny, który kilka lat później sprawił, iż stałam się tym kim się stałam....
.....taaaaaak. Na 3 lata zostałam lachonem. Ogarnął mnie dziki szał. Malowałam paznokcie, nosiłam sukienki i zanosiłam się perlistym śmiechem. Ale to nic...Na swojej studniówce posunęłam się o krok dalej...Zostałam mega lachonem!
Upadek moralny tym boleśniejszy, że na mojej sukience pojawiły się CEKINY!!!! Otrzeźwienie przyszło w dniu, kiedy pewien namolny mężczyzna próbował mnie porwać do swojego królestwa i żyć ze mną długo i szczęśliwie...
Przez kilka lat musiałam brac antybiotyki i zastrzyki w pupę, aby wyjść z tego paskudnego stanu. Niemniej jednak, nadal zdarza mi się spojrzeć z rozmarzeniem na lakier do paznokci..Czasem nóżka wyciągnie się tęsknie do obcasików i podśpiewując cichutko "Kopciuszka" z metra, marzę o tym aby znów był bal.
Chwilę później przychodzi otrzeźwienie, złe wspomnienia królują nad dobrymi i już wiem, że do przeszłości nie ma już powrotu. I jest mi z tym jakoś lekko i dobrze :-)









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz