czwartek, 16 grudnia 2010

fortune cookie

Otworzyłam właśnie nowe ciasteczko z wróżbą. Było w nim napisane "nie płacz". Spojrzałam na  tą genialną w swej prostocie radę i pomyślałam, że nawet to głupie ciasteczko nie jest w stanie powiedzieć mi więcej ponad to, co wiem sama.

Tymczasem cieszą mnie kolejne drobiazgi, wśród których na pierwszym miejscu jest jak zwykle muzyka. Mam ostatnio wrażenie, iż nic innego (poza jej słuchaniem)w pracy nie robię.

Czasami wystarczy jakieś dobre brzmienie, trwające jedynie kilka sekund, a potrafię się wtedy skupić tylko i wyłącznie na nim. Na konkretnym bicie, powolnym uderzeniu w bęben i towarzyszącym mu delikatnym rytmie fortepianu. Jest to taka króciutka chwila, kiedy wszystko inne przestaje być ważne. Na chwilę.

Własnie wyszło słońce. Na przekór wszystkiemu ono tam jest i nadal świeci. Przebija się z trudem przez chmury i przypomina, że jest. Że się nie zmieniło, nie zniknęło.

Jestem umiejscowiona w konkretnym czasie i  przestrzeni. Zastanawiam się tylko nad tym, czy czasem nie jestem w niej w jakiś sposób uwięziona. Ciągle popełniam te same błędy - zmieniają się tylko okoliczności. Przypomina mi się Sto lat samotności i rodzina Buendiów. Przypomina mi się historia zataczająca koło i niemożność ucieczki od samotności, spowodowanej brakiem umiejętnosci kochania.   Przypomina mi się tragiczny finał tej historii, kiedy to pierwszy od 100 lat związek powstały z miłości, prowadzi do pożarcia wszystkich przez mrówki.

Paradoks, prawda?

Pełno ich w naszym życiu. Niewiadomo czemu, sami tworzymy swoje paradkosy. Dążąc do ogólnie pojętego szczęścia,  uciekamy od niego jak najdalej. Chcąc być bliżej, jesteśmy dalej. Chcąc zrobić coś dobrego, czynimy źle. Mam czasami wrażenie, że dobre rzeczy przychodzą do Nas znienacka, niemalże niezasłużone. Tymczasem, kiedy tylko zapragniemy by przyszły wtedy, kiedy tego chcemy, kiedy uważamy że nam się po prostu należą (sic!), nigdy nie przychodzą. Nadal jednak mamy nadzieję, że tym razem będzie inaczej.

Czasem pozwalam sobie na stwierdzenie, że kiedyś moje życie bylo dużo prostsze, a teraz bliżej mu do chaosu, niż porządku. Tymczasem, oprócz tych wszystkich złych rzeczy, które się wydarzyły, było całe mnóstwo bardzo fajnych momentów. Pamiętam je wszystkie i cokolwiek się wydarzy, nikt i nic mi tego nie odbierze. Chyba, że zostaną pożarte przez mrówki... Z tym, że zawsze było mi bliżej do realizmu niż magii Panie Marquez.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz