Siedzę sobie i pierwej czytam artykuł o psach palonych żywcem na Ukrainie, a następnie artykuł o współczesnym Auschwitz jakie serwujemy zwierzętom w celu zdobycia mięsiwa lub udoskonalenia kosmetyków "no more tears". Jem bajgelburgera i patrzę na krwawiącą głowę krowy, spozierającą na mnie z najnowszych "Książek".
Zastanawiam się, czy to już taki poziom znieczulenia, że kompletnie mnie to nie rusza? Bo chyba nie rusza, skoro nadal jem tego burgera. I nawet prawie mi smakuje.
Czytam o szympansie Nimie, który urodził się myśląc, że jest człowiekiem. Zmarł podczas któregoś z rzędu eksperymentów, kiedy to zarażono go żółtaczką. Ot, homo sapiens. Nie śmieszne.
Na Kaukazie jest podobnie. Wszystkie spotkane przeze mnie psy, miały niesamowicie wychudzone boczki. Na ich kościach można było czasami wieszać pranie. Nie zmienia to faktu, że nie ustawaliśmy w żartach na ten temat. Kiedy zapalił się jeden ze śmietników, przy którym czaiły się wygłodniałe psy, żartowaliśmy okrutnie, że urządzają sobie barbecue z resztek.
Kiedy Łukasza otoczyła chmara bezpańskich psów, najadł się powyższy strachu. Usłyszał od miejscowych, że w takiej sytuacji należy udawać, że schylasz się po kamień, bo wtedy burki i azory wiedzą co to znaczy i uciekają. Najlepsza metoda opędzenia się od żebrzących psów.
Ale jakby się zastanowić, to nie wiem do końca kto ma gorzej. Jeden pies.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz