W wysokich obcasach artykuł o samotności. Moją uwagę przykuł cytat z Miłosza, iż prawdziwa samotność jest trudna do przyjęcia, ale raz przyjęta wynagradza. Samotności trzeba się uczyć. I można się jej nauczyć. I można sobie z nią być całkiem szczęśliwym.
Tyle teoria.
Tymczasem jedna z bohaterek, opisując swoje życie stwierdza, że jak by szczęśliwa nie była, prowadząc życie kobiety sukcesu, posiadającej pasję oraz przyjaciół, kiedy spojrzy na jakąś parę, zawsze ma wrażenie, że to ich szczęście jest bardziej wartościowe. I tak jak to dzisiaj bardzo błyskotliwie określiłam <face palm>, koło się zatoczyło:)
Zdarzyło mi się kiedyś narysować mały wykres o tym, iż bycia szczęśliwym w związku nie da się pogodzić np. z byciem szczupłym. Żartobliwie bardzo. Aczkolwiek kiedy teraz o tym myślę, dochodzę do wniosku, że relacja połączona z jednoczesnym realizowaniem siebie, to trochę taka kwadratura koła. Coś, co niezmiernie trudno zaimplementować w prawdziwym życiu. I zawsze czegoś będzie nam przez to brakowało.
Przez dwa lata związku nie przeczytałam chyba żadnej książki. Nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. Nie napisałam kilku zdań tekstu innych, niż notatki z wykładu. Nie zrobiłam prawie nic dla siebie. Nie znaczy to, że czułam się nieszczęśliwa. W którymś momencie skupiłam się po prostu na czymś zupełnie innym.
Teraz z kolei robię dużo dla siebie i jestem prawie szczęśliwa. Prawie - gdyż są takie dni, kiedy czegoś mi brakuje. Ale co ważne, "samotność" okazała się nie być wcale taka straszna. Daje dużo motywacji.
Pamiętam, że chyba od zawsze porządkowałam rzeczy. Symetria dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Wszystko musiało posiadać swój porządek - nawet zegarek i bransoletka na moim stole. Zawsze był jakiś plan - pieczołowicie spisany na kartce notesu. I systematycznie wypełniany. Teraz mam wrażenie, że coraz mniej jest we mnie potrzeby symetrii, coraz mniej planu. Przyzwyczajam się do małego chaosu, który dominuje w moim życiu od kilkunastu miesięcy i coraz mniej mnie on przeraża. Nucę pod nosem Ja pierdolę, w dziwną stronę skręca świat i umiem się już z tego czasem śmiać. Im mniej naiwności, tym więcej powodów do śmiechu.
Poza tym, co by się nie działo, zawsze możemy pojechać na te ryby.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz