Podsumowanie ostatnich 48 godzin wygląda następująco:
Spożyłam posiłki, które w swej ilości przekroczyły dawkę podawaną mi w ciągu ostatniego miesiąca (w ramach darów od dobrych ludzi). Ujrzawszy na świątecznym stole śledzie (sic!) oszalałam! Telewizji nie oglądałam od (bodajże) Wielkanocy. Dzisiaj obejrzałam chyba z osiem filmów, kilka seriali i wszystkiemu co robię towarzyszy jakaś wartka akcja w HBO. It's a madness, bo nawet książkę czytam przy włączonym telewizorze.
W ramach prezentów gwiazdkowych, przypadły mi w udziale kolorowe lakiery do paznokci. Siedzę więc sobie i z upodobaniem maluje paznokcie raz na czerwono, raz na granatowo. Zważywszy na moją ekstrawagancką sukienkę i upięte w kok włosy - Kraken został wypuszczony!
Po raz pierwszy w tym roku nie życzono mi męża, rodziny i stadka dziatek. Uważam to za spory postęp. Podobnie jak encyklopedyczny album o fotografii, który ucieszył mnie bardziej niż cokolwiek innego. A to moje ulubione zdjęcie z powyższego:
Trochę tak się dziś czuje. Z brzuszkiem jak afrykańskie dziecko, przebrana w eteryczność, a jednak trochę jak lama w taksówce.

zamiast lamy powinno się tu znaleźć zdjęcie koka & paznokci. jednakowoż porównanie mi się podoba bardzo.
OdpowiedzUsuńklamra kompozycyjna, you know..
OdpowiedzUsuń