Była sobie pewna pechowa dziewczynka, która pędząc do budynku z marmuru i złota, wylała na siebie całą oliwę z obiadu (który to przyrządziła sobie po raz pierwszy od miesiąca). Pech chciał, że tego dnia budynek ów odwiedzać miał szef wszystkich szefów. Świadoma skali problemu Bridget, spędziła w łazience pół godziny, piorąc spodnie i susząc je pożyczoną od koleżanki suszarką. Prostownica miała posłużyć jej za żelazko, aczkolwiek plama słabo zeszła, więc sensu prostowania również nie było.
Bridget odczuwała (oprócz uporczywej bezsenności) dosyć uciążliwy ból w okolicach pępka. Jako, że ów bolał ją już drugi dzień i puchł, postanowiła udać się po poradę do specjalisty przełożonego. Ten z miejsca stwierdził przepuchlinę pępkową, co doprowadziło biedną przewrażliwioną sierot(k)ę do łez. Udawszy się szybko do chirurga, w myślach żegnała się ze światem, ludźmi i słodyczami. Zapalenie w bolącym miejscu okazało się wyleczalne i niegroźne, aczkolwiek gmeranie w nim za pomocą wziernika, czy innego urządzenia do najprzyjemniejszych rzeczy w jej życiu, nie należało.
I tak oto, zbliżamy się do kulminacyjnej części przygód naszej bohaterki!
Szacowna Bridget postanowiła wstawić pranie i spakować prezenty. Pranie, owszem, wstawiła. Zapomniała jednak dodać płynu do prania (o tym do płukania nie wspomnę). Kiedy natomiast doszło do pakowania prezentów, okazało się, że Bridget jest być może kobiecą wersją doktora Frankensteina, jako że przygotowane przez nią pakunki w niczym nie przypominały prezentów, acz co najwyżej "zemstę kuriera".
Ehh. Siedzi więc sobie spokojnie Bridget i czyta wywiad z Janem Turnauem, by uspokoić rozedrgane nerwy i dobić zmęczone kilkudniową bezsennością oczy. O ironio, puentą wywiadu jest stwierdzenie, iż najważniejsze w życiu to się wyspać. I bijąc się z myślami (nie wiemy czy to ona je bije, czy one ją) pomyślała, że nawet najprostsze pod słońcem rzeczy nie są wcale takie proste. Nie ma nic bardziej frustrującego niż ogromne zmęczenie, którego w żaden sposób nie można zaspokoić. Panie Janie, Panie Janie, rano wstań, rano wstań.
Posłałam już, więc teraz idę spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz